poniedziałek, 12 czerwca 2017

Bardzo-mikro-turystyka, cz.1

Bardzo-mikro-turystyka cz.1

Lubię podróżować. I pewnie z wieloma podróżnikami znalazłbym wspólny temat. Zresztą, staram się żyć tak, żeby umieć znaleźć wspólne tematy w różnych dziedzinach. Ale dziś nie o tym.

Nieraz słyszy się o podróżach na koniec świata, o krajach, do których typowy szarak nawet nie jest w stanie się wybrać. Nie umniejszając wartości takich dużokalibrowych wycieczek, lubię jednak wspominać takie trochę mniejsze, co też zrobię w tym wpisie.

A więc co? Podróże po kraju? Cieplej, ale to jeszcze nie to. A ile osób wpada na pomysł zwiedzania WŁASNEGO miasta? Ile osób, może poza taksówkarzami i rozwozicielami pizzy, może pochwalić się znajomością każdej ulicy w mieście zamieszkania (słowo klucz - "mieście")? A jak komuś za mało miasta, niech pojeździ po powiecie.

No właśnie, pojeździ. Rowerem, na przykład. I o takiej jeździe będzie dziś konkretnie.

Niedzielne popołudnie. Butelka wody do plecaka, może bluza, telefon, ewentualnie aparat… Tyle przygotowań. No i rower, wiadomo. Można przyszykować jakiś plan podróży, ale, jak dla mnie, najlepszy jest taki bardzo ogólny. Nigdy mi się nie zdarzyło, żebym od startu do mety przejechał w pełni zaplanowaną trasą. Dlatego obmyślam sobie raczej kierunek, niż szczegółowy plan, a później - jak pójdzie (pojedzie), tak będzie.

Wycieczki rowerowe są tanie, mogą być krótkie - to zależy od nas - i nie wymagają wielu przygotowań. Można zaprosić przyjaciela i na bezdrożach albo niedzielnych, nieruchliwych uliczkach prowadzić rozmowy o życiu (tak naprawdę to o wszystkim, ale zauważcie możliwości).

Ale żeby nie było, że tylko gadam, namawiając, to pokrótce napiszę o mojej ostatniej wyprawie.

Wytyczne były takie, żeby pojechać na 3 ulice w moim mieście, Białej Podlaskiej, na których jeszcze nigdy nie byłem (myślę, że każdy by znalazł parę/paręnaście takich w swoim mieście; tu znów słowo klucz: "mieście"):
1. ul. Złota,
2. ul. Borowikowa,
3. trzeciej nawet nie pamiętam, bo tylko zerknąłem na plan miasta i losowo wybrałem jakieś 3 nazwy, które mi się spodobały. I pomyślałem, że tam pojadę.

I tyle z planowania. Pisałem już, w moim przypadku nie opłaca się wymyślać niczego więcej, bo i tak z tych trzech ulic byłem chyba tylko na Złotej. A reszta trasy była improwizacją, kluczeniem, kierowaniem się raczej ładniejszymi widokami, niż ustalonymi wytycznymi.

Teraz może jeszcze w paru punktach o mojej wycieczce rzeczywistej:
1. Przejazd ul. Kolejową (lubię nazywać ją Aleją Klonów; tak przy okazji, to jedna z moich ulubionych ulic w Białej);
2. Kluczenie do tej Złotej (która powinna być raczej ul. Kamienną albo Kociołbową);
3. Kilkaset metrów przez las (cudowny chłód i świeże powietrze!);
4. Przejazd przez łukowaty mostek na Drodze Wojskowej (polecam, jak ktoś lubi jazdę z górki);
5. Zobaczyłem domek kryty strzechą. To coś, czego się nawet nie spodziewałem.
6. Przez bardziej znajome ulice do domu.

Podsumuję tak: mój przebieg wycieczki zdaje się o wiele lepszy od pierwotnego planu, ale rzeczywistość była jeszcze lepsza od samego opisu. Mogę tylko zachęcić do roweru i mieć nadzieję, że wielu z Was wybierze tę formę aktywności w długi weekend czerwcowy i w dalsze cieplejsze dni/weekendy.

Do zobaczenia na szlaku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz