Bardzo-mikro-turystyka
cz.1
Lubię
podróżować. I pewnie z wieloma podróżnikami znalazłbym wspólny temat. Zresztą,
staram się żyć tak, żeby umieć znaleźć wspólne tematy w różnych dziedzinach.
Ale dziś nie o tym.
Nieraz
słyszy się o podróżach na koniec świata, o krajach, do których typowy szarak
nawet nie jest w stanie się wybrać. Nie umniejszając wartości takich
dużokalibrowych wycieczek, lubię jednak wspominać takie trochę mniejsze, co też
zrobię w tym wpisie.
A
więc co? Podróże po kraju? Cieplej, ale to jeszcze nie to. A ile osób wpada na
pomysł zwiedzania WŁASNEGO miasta? Ile osób, może poza taksówkarzami i
rozwozicielami pizzy, może pochwalić się znajomością każdej ulicy w mieście
zamieszkania (słowo klucz - "mieście")? A jak komuś za mało miasta, niech
pojeździ po powiecie.
No
właśnie, pojeździ. Rowerem, na przykład. I o takiej jeździe będzie dziś
konkretnie.
Niedzielne
popołudnie. Butelka wody do plecaka, może bluza, telefon, ewentualnie aparat…
Tyle przygotowań. No i rower, wiadomo. Można przyszykować jakiś plan podróży,
ale, jak dla mnie, najlepszy jest taki bardzo ogólny. Nigdy mi się nie
zdarzyło, żebym od startu do mety przejechał w pełni zaplanowaną trasą. Dlatego
obmyślam sobie raczej kierunek, niż szczegółowy plan, a później - jak pójdzie (pojedzie),
tak będzie.
Wycieczki
rowerowe są tanie, mogą być krótkie - to zależy od nas - i nie wymagają wielu
przygotowań. Można zaprosić przyjaciela i na bezdrożach albo niedzielnych,
nieruchliwych uliczkach prowadzić rozmowy o życiu (tak naprawdę to o wszystkim,
ale zauważcie możliwości).
Ale
żeby nie było, że tylko gadam, namawiając, to pokrótce napiszę o mojej
ostatniej wyprawie.
Wytyczne
były takie, żeby pojechać na 3 ulice w moim mieście, Białej Podlaskiej, na
których jeszcze nigdy nie byłem (myślę, że każdy by znalazł parę/paręnaście
takich w swoim mieście; tu znów słowo klucz: "mieście"):
1.
ul. Złota,
2.
ul. Borowikowa,
3.
trzeciej nawet nie pamiętam, bo tylko zerknąłem na plan miasta i losowo
wybrałem jakieś 3 nazwy, które mi się spodobały. I pomyślałem, że tam pojadę.
I
tyle z planowania. Pisałem już, w moim przypadku nie opłaca się wymyślać
niczego więcej, bo i tak z tych trzech ulic byłem chyba tylko na Złotej. A
reszta trasy była improwizacją, kluczeniem, kierowaniem się raczej ładniejszymi
widokami, niż ustalonymi wytycznymi.
Teraz
może jeszcze w paru punktach o mojej wycieczce rzeczywistej:
1.
Przejazd ul. Kolejową (lubię nazywać ją Aleją Klonów; tak przy okazji, to jedna
z moich ulubionych ulic w Białej);
2.
Kluczenie do tej Złotej (która powinna być raczej ul. Kamienną albo
Kociołbową);
3.
Kilkaset metrów przez las (cudowny chłód i świeże powietrze!);
4.
Przejazd przez łukowaty mostek na Drodze Wojskowej (polecam, jak ktoś lubi
jazdę z górki);
5.
Zobaczyłem domek kryty strzechą. To coś, czego się nawet nie spodziewałem.
6.
Przez bardziej znajome ulice do domu.
Podsumuję
tak: mój przebieg wycieczki zdaje się o wiele lepszy od pierwotnego planu, ale
rzeczywistość była jeszcze lepsza od samego opisu. Mogę tylko zachęcić do
roweru i mieć nadzieję, że wielu z Was wybierze tę formę aktywności w długi
weekend czerwcowy i w dalsze cieplejsze dni/weekendy.
Do
zobaczenia na szlaku!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz